czwartek, 21 sierpnia 2014

"Sardynia- San Teodoro. Plaże- La Cinta, Cala Ambra, Cala Brandinchi" 7-8 lipca (dzień 7-8)

Dwa ostatnie dni naszej wyprawy, stawialiśmy na błogie lenistwo i leżenie plackiem na plaży, jednak pogoda pokrzyżowała nan plany. W przedostatni niebo było zachmurzone, i momentami kropił deszcz. Pozostało nam jedynie zwiedzanie. Jednak nazajutrz świeciło pięknie słońce.
San Teodoro to malutki kurort wypoczynkowy, można powiedzieć polskie Mielno, jednak z ładniejszymi plażami i co najważniejsze morzem :) Miejscowość znajduję się zaledwie 25 km od lotniska w Olbii, dlatego polecam tą miejscowość osobom, które nie zamierzają zwiedzać całej wyspy, lecz odpoczywać.








W pierwszy dzień wybraliśmy się na plażę Cala Ambra, jest ona oddalona z jakieś 1,5 km od centrum. Mała piaszczysta plaża. raczej bez szału ;)


Pogoda była do bani, także z tego powodu, nie mogliśmy dostrzec prawdziwego uroku tych miejsc. Zajechaliśmy na drugą słynną plażę La Cinta, jest to najdłuższa plaża na wyspie ciągąca się przez 4 km. Znajomi odpoczywali na niej dzień przed naszym przyjazdem, wtedy świeciło pięknie słońce, a plaża była pełna turystów, ale kiedy my ją zwiedzaliśmy, cała plaża była nasza :)









Na drugi już słoneczny dzień wybraliśmy się oddaloną jakieś 4-5 km od centrum miasta plażę Cala Brandinchi. Jest to kolejny cudowny raj na Sardynii. Plaża piaszczysta lecz bardzo mała, najlepiej udać się tutaj wcześniej rano. Parking na plaży niestety płatny 2Euro/godzina. Morze w tym miejscu bardzo płytkie idealne dla rodzin z dziećmi. 
















Z naszego apartamentu mieliśmy piękny widok na całe San Teodoro




Z San Teodoro pożegnaliśmy się około godziny 14.00 i ruszyliśmy w stronę Olbii. Do oddania auta mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc postanowiliśmy zwiedzić okolicę. Miasto skromne, mało turystyczne. Na głównym deptaku miałem problemy z kupieniem magnezu na lodówkę, znaleźliśmy tylko jeden sklep z pamiątkami przy porcie. Chcieliśmy jeszcze coś zjeść, lecz trwała sjesta więc większość restauracji była zamknięta. Trafiliśmy do restauracji La Tasca gdzie zamówiliśmy sobie pizze na wynos i zaspokoiliśmy głód. 





Przed godziną 18 zwróciliśmy nasze auto do wypożyczalni. Obyło się bez żadnych problemów. Powrotny samolot do Berlina mieliśmy o 20.50, wystartowaliśmy z Olbii z 20 min. opóźnieniem.
W Berlinie byliśmy ok. godziny 23. Miasto szalało, odbywał się wtedy mecz półfinałowy Niemcy-Brazylia, który zakończył się wynikiem 7:1 :)
Do Wałcza dojechaliśmy cali i zdrowi, udało się nam zdąrzyć na mój nocny autobus relacji Wałcz-Poznań za który zapłaciłem 30 zł.  W autobusie przespałem całą drogę i obudziłem się prawie w Poznaniu.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz